Lekcja religii: Rozdział I

-Adam, Adaaaaaam, Adamieeeee, spóźnisz się! Wstawaaaj leniu patentowany!

-Juuż – słychać z oddali ledwie słyszalne westchnienie.

*** 20 minut później

-Adam, Adaaaaaam, Adamieeeee!

-Co?! Coś się stało? – mówi zaspany i zdziwiony Adam.

-Nie, nic, kompletnie nic… – wzdycha żona – czy choć raz w życiu nie spóźnisz się do pracy?

-Pracy? Jakiej pracy… Retyyy już lecę…

Nie minęły nawet dwie minuty i po Adamie nie było ani śladu. Aniela – żona tylko pokiwała głową i wzięła się za poranne porządki.

***

-Wojteeeek, może zerwał by się z lekcji, cooo?

-Noo – odpowiedział Michał – pierwszy, czy tam drugi dzień po wakacjach to nie wypada tyle siedzieć, zwłaszcza, że rela następna, to idzie się zanudzić na śmierć.

-Jaka rela? Dwie rele – dodał Romek.

-O nieeeeeeeee – wykrzyknęli zgodnie dwaj pozostali.

-Chodźmy do szatni wyjdziemy po dzwonku jakby nigdy nic.

-Doooobraaa.

*** 20 minut później

-Możemy iść, pustooo – powiedział Wojtek.

*** 5 minut później przy bramie szkoły

-Chłopcy, chłopcy, zaczekajcie…

-Choduuuu – zawołał Romek.

-Chłopcyyy… – głos dał się słyszeć coraz ciszej. Aż nagle ni stąd, ni zowąd jakiś wysoki pan z milionem pakunków w rękach pojawił się przed nimi, że o mało co go nie staranowali. Szkolni uciekinierzy stanęli jak wryci.

-Chłopcyy – dał się słyszeć ten sam głos co poprzednio, który dobiegał zza sterty paczek – chłopcy pomóżcie mi zanieść to do szkoły, ja już kompletnie nie mam siły.

I nie wiadomo kiedy każdy z trójki nastolatków dostał swój przydział paczek.

-Ufff, od razu lżej. Chodźcie chłopaki, pomożecie mi to zanieść i jesteście wolni. Nie chciałbym was za długo po lekcjach zatrzymywać, pewnie mieliście już jakieś plany – uśmiechnął się Adam.

*** 5 minut później

-Dzień dobry pani Elu, w której klasie jest moja klasa? – zapytał Adam panią woźną i jednocześnie zastanowił się, że trochę to zdanie dziwnie brzmi.

-O dzień dobry, niech pomyślę… wiem, na I piętrze zaciął się zamek i wpuściłam ich do piątki o tutaj zaraz.

-Dziękuję bardzo – uśmiechnął się pan Adam.

-Ależ proszę.

-Chodźcie chłopcy.

*** 2 minuty później

-Postawcie moje paczuszki na biurku jak się zmieszczą, a jak nie to może być na podłodze i dłużej was nie zatrzymuję, dziękuję wam bardzo i możecie iść.

Nagle z sali dało się słyszeć jakieś niepokojące dźwięki i zaraz odezwał się głos:

-Proszę Pana, proszę Pana, jak to mogą iść? A dlaczego my nie możemy?

-Jak ci na imię?

-Arnold.

-Zatem Arnoldzie, oni są po lekcjach i złapałem ich już poza szkołą, żeby pomogli mi wnieść pakunki, bo ja już nie miałem siły ich dalej dźwigać. Ucieszyłem się kiedy ich zobaczyłem, bo pewnie w ogóle bym nie dotarł na lekcję.

-Jak to po lekcjach? Proszę Pana to Wojtek, Romek i Michał, i oni nie są po lekcjach.

-Jak to? To czemu byli poza szkołą?

Wojtek, Romek i Michał już prawie byli za drzwiami, kiedy Arnold odpowiedział:

-Pewnie wybrali się na wagary jak zwykle. Oni chodzą do tej klasy.

Nagle Adam obejrzał się w ich stronę i zamiast głów zobaczył tam trzy czerwone buraczane łebki.

-No chłopcy, ale nabraliście kolorów – zażartował nauczyciel – ciężkie musiały być moje paczuszki – roześmiał się – a teraz chyba wypadałoby usiąść w ławkach, nieprawdaż?

Trzej bohaterowie nie odezwali się ani słowem i ze spuszczonymi głowami powędrowali na koniec sali, ale gdy zobaczyli, że wszystkie ostatnie ławki są zajęte, ich buraczane barwy stały się prawie purpurowe. Wrócili z powrotem na przód sali i usiedli w pierwszej oraz drugiej ławce.

Nauczyciel nic nie skomentował, ale widać było, że ledwie powstrzymuje się przed wybuchem śmiechu.

-Dobrze klaso, przejdźmy do rzeczy. Najpierw przepraszam za spóźnienie. Nazywam się Adam Masłowski i od tego roku jestem waszym nowym nauczycielem religii.

-Proszę księdza, a dlaczego ksiądz nie ma sutanny? – wyrwał się z pytaniem Arnold.

-Bo… nie jestem księdzem – uśmiechnął się Adam.

-To religii uczą także NIE-księża? – zdziwił się Arnold.

-Najwidoczniej Arnoldzie. Wracając do tematu, mam nadzieję, że polubicie nasze lekcje, ale od razu mówię, będzie ciężko. Dam wam taki wycisk umysłowy, że matematyka to przy tym będzie pikuś. Ale jak mówią: człowiek porządnie i po Bożemu spracowany, to człowiek szczęśliwy. Dalej, sprawdziany będą na każdej lekcji – tutaj dało się słyszeć szmer niezadowolenia – ocen będzie bardzo dużo, a wypowiedzi ustnych jeszcze więcej.

W tym momencie w sali zapanowała atmosfera jak w roju szerszeni i w tym samym momencie zadzwonił dzwonek na przerwę.

Dodaj komentarz