Mój tato: Rozdział 10 „Słowo”

Następny dzień zaczął się zwyczajnie, jak większość dni z życia Moniki. Ta sam dzwoniący budzik, zawsze o szóstej rano, ten sam kubek z kawą, te same znoszone kapcie. Jednak cały czas czuła w sercu niepokój. Wiedziała, że coś się stanie i to wcale niekoniecznie dobrego. Nawet powietrze było ciężkie i zwiastowało burzę. Mimo wszystko przez cały dzień i chmury burzowe się rozeszły, i nic specjalnego się nie wydarzyło. Około godziny dziesiątej w nocy Monika położyła się spać myśląc: et głupstwo. Nie mogła jednak zasnąć, cały czas czuła w ciele jakieś dziwne napięcie i niepokój.

Intuicja jej nie zawiodła. Na godzinę przed północą zaczął dzwonić telefon. Monika zerwała się na równe nogi i przestraszona spojrzała najpierw kto dzwoni. W momencie kiedy na wyświetlaczu zobaczyła „Ania” serce zaczęło jej walić jak oszalałe.

-Halo, co się stało Aniu?

-Mamooo, mieliśmy wypadek, koło się urwało… Michał…  – i dalej nic się nie dało zrozumieć, słychać było tylko płacz.

-Aniuu, kochanie, gdzie jesteście? Zaraz tam będę.

W jednej chwili była już gotowa do wyjścia i pobiegła do pobliskiej zajezdni taksówek. Traf chciał, że akurat jedna właśnie podjechała.

-Do szpitala na Młyńską, szybko proszę! – zawołała w biegu do kierowcy.

W 10 minut była na miejscu. Na SORze dowiedziała się gdzie znajdzie Anię i zaraz tam pobiegła.

-Aniuuu Aniuu – wbiegła do pokoju i przytuliła córkę – nic ci się nie stało?

-mi prawie nic, ale Michał… – i Ania dziewczyna znowu zaczęła płakać.

-co mu jest? – zapytała mama.

-kkoło się urwało, samochód koziołkował i uderzył w drzewo. Wycinali go a potem zabrali helikopterem. Pielęgniarka się dowiadywała i jest też tutaj, ale nic więcej nie powiedziała, tylko kazała spokojnie czekać, bo jest na sali operacyjnej. Mamoo boję się…

-już zaraz kochanie pójdę się czegoś więcej dowiedzieć. Spokojnie poczekaj, pewnie już skończyli operację i wszystko jest dobrze, zaraz wracam.

Znalezienie jednak nie było takie łatwe. Pół godziny błądziła Monika po korytarzach, aż w końcu trafiła na oddział intensywnej terapii.

-dobry wieczór, ja do Michała Janickiego, czy już coś wiadomo?

-operacja się właśnie skończyła, proszę poszukać lekarza, powinien gdzieś tutaj jeszcze być.

Za pięć minut już rozmawiała z lekarzem.

-a pani jest kimś z rodziny?

-jestem matką jego dziewczyny, która razem z nim była w samochodzie i leży roztrzęsiona na drugim piętrze. Michał jest jedynakiem, a jego rodzice niedawno wyjechali za granicę i nie wiadomo kiedy wrócą.

-w porządku, w ramach wyjątku powiem co z nim i nie będę nic udawał. Jest źle, bardzo źle i najlepiej by było poinformować rodziców, żeby wrócili. Chłopak miał dużo szczęścia że auto uderzyło bardziej bokiem, ale i tak cały jest połamany i stracił dużo krwi. Dobrze jest, że żaden organ wewnętrzny bardzo nie ucierpiał. I wszystko by było dobrze gdyby nie to, że ma nowotwór kości i to już w bardzo zaawansowanym stadium. Złamania nie mają praktycznie żadnej szansy się zrosnąć, a i w najbliższym czasie należy się liczyć z tym, że będzie miał przerzuty po całym organizmie, jeśli okaże się że to jest rak.

-ale jak to?! – wykrzyknęła Monika. Przecież nic nie było widać, że jest jakiś chory, przeciwnie był bardzo wysportowany i energiczny. Ma jakieś szanse?

-jeśli ma to są one nieduże. Może to potrwać kilka dni, a jeśli będą sprzyjające warunki to może pół roku, rok. Przez ten czas chłopak też będzie odczuwał straszny ból. Żeby mnie pani dobrze zrozumiała, rodzenie dzieci przy tym to zabawa w piaskownicy.

-ale nie da się nic zrobić?! Jakieś leczenie, może zagranica?

-musimy poczekać jeszcze na wyniki badań, szczególnie histopatologii, potem będziemy się zastanawiać co dalej.

-czy mogę do niego wejść? i czy córkę mogę przyprowadzić?

-dzisiaj nie, może pani tylko spojrzeć przez szybę i proszę nawet nie próbować wchodzić, bo pacjent jest wycieńczony, jakakolwiek teraz infekcja i będzie po nim.

-dobrze, dziękuję doktorze za rozmowę, dobranoc.

-dobranoc.


-Aniu, byłam u Michała, operacja się udała, teraz dochodzi do siebie. Jeszcze nie można do niego wchodzić, ale może jutro, pojutrze się do niego wybierzemy. A teraz śpij, odpoczywaj, ja przy tobie jeszcze posiedzę – powiedziała mama do córki i dała jej buziaka w czoło.

-ach to dobrze mamo, jaka ulga.

Za chwilę Ania już słodko spała. Monika zaś siedziała przy niej i wpatrywała się. W głowie zaś wszystko jej huczało. Co jej powiedzieć? Co to będzie dalej? Biedna dziewczyna, szkoda dla niej takiego życia.

Jeśli nawet Bóg jest, to jest okrutny i ma nas gdzieś – pomyślała.


rozdział niedokończony

Dodaj komentarz