ŻONA.
Wstawaj już śpiochu, no wstawaj, już trzy godziny odkąd kur zapiał,
a ty śpisz dalej, wstawaj praca czeka.
JA.
Co się co się stało, gdzie jestem, gdzie Staszek?
ŻONA.
Kto taki?
JA.
Staszek, ten z pierwszej „b”, pamiętasz przecież, ten z tyłu od ściany, z przedostatniej ławki.
ŻONA.
Coś ci się śniło, przecież ze Staszkiem już prawie ćwierć wieku się nie widziałeś.
I nagle pytasz jakby to wczoraj i był u ciebie?
To senna mara.
JA.
Staszek! Coś mu się stało.
Wstaje z łóżka i zaczyna chodzić w koło po pokoju.
Przecież dopiero jak go widziałem.
Zaraz chwila, jak diabli do piekła go prowadzili.
Staszeeek co ci się stało?!
ŻONA.
Stary całkiem zgłupiałeś?
Dość już czasu zmarnowałeś.
Do roboty, praca czeka.
I bez gadania.