– Michał, weź mnie za rękę, strasznie się boję, to chyba tutaj. Na kopercie jest wyraźnie napisane Monika Jasionka, ul. Dębowa 13. Wiesz odkąd dowiedziałam się, że moja mama żyje, cały czas w myślach układałam sobie, co w tym momencie mam powiedzieć. W te wszystkie noce poprzedzające nasz przyjazd tutaj, śniłam jak biegnę do mamy, a ona wyciąga ręce z daleka z uśmiechem, aby mnie przytulić. Teraz jestem tu, pod jej domem i strach mnie zżera, i kompletnie nie mam pojęcia jak to będzie, czy mnie pozna, czy ja będę w stanie coś powiedzieć, czy w ogóle zechce ze mną rozmawiać.
– No Aniu nie panikuj tak. Jak coś cały czas jestem obok i nigdzie się nie wybieram bez Ciebie, więc nie masz czego się obawiać. A jeśli nie zechce rozmawiać, to będziesz miała chociaż trochę spokojniejsze sumienie, że próbowałaś. A z resztą czemu miała by nie chcieć. Gdyby to do mnie przyszła moja córka, po tylu latach, to chyba bym pękł z radości.
– Ech, ale i tak się boję. No nic, trzeba w końcu zrobić krok naprzód i nacisnąć na dzwonek do drzwi.
– No dalej, naciskaj, będzie dobrze – powiedział Michał czule i z szerokim uśmiechem.
Ania drżącą ręką nacisnęła na dzwonek. Spodziewała się przeraźliwego dźwięku jaki zazwyczaj wydają takie urządzenia, ale nic takiego się nie stało. Po naciśnięciu przycisku, rozległa się miła dla ucha, uspokajająca melodia.
– Słyszałeś, Michał, nigdy jeszcze takiego dzwonka nie spotkałam. Całe szczęście, że nie ryknął jak to mają w zwyczaju tego typu przyrządy robić, bo pewnie bym uciekła i nawet nie zdołałbyś mnie złapać – zaśmiała się Anna.
– No to czekamy…
Minęła chwila, a potem trochę dłuższa i nic, nawet nie słychać było, żeby ktoś w domu się poruszył.
– Może nacisnę jeszcze raz?
– No dawaj…
– Wiesz, przyjemna ta melodia, mogłabym jej słuchać częściej – rozmarzyła się Ania.
– I chyba będziesz miała okazję, bo jak nic nikogo w domu nie ma.
– Trudno, przyjdziemy w takim razie później, ale spróbuję jeszcze raz… Michał, no nie ma innej opcji, jak będziemy mieli już własny domek, to musisz zamontować taki dzwonek.
– Dobra, dobra, coś się pomyśli, a teraz chyba powinniśmy pójść, bo zaraz sąsiedzi będą się zastanawiali co to za nachalni goście przyszli.
– Idziemy, idziemy, ale… oj, mogę jeszcze raz nacisnąć? Mogę? hym? – nie czekając na odpowiedź, Ania uruchomiła dzwonek ponownie.
– Bo Cię uduszę, chodź już, Tyyyy kombinatorze – Michał nie pytając o zdanie, objął swoją wybrankę ramieniem i powoli skierował w stronę odwrotną do drzwi.
– Hi, hi fajnie było – Ania już zapomniała o strachu i cała uśmiechnięta, pozwoliła się Michałowi zaprowadzić w stronę furtki kończącej podwórze.
Nagle oboje zobaczyli jak przez furtkę przechodzi kobieta w średnim wieku. W ręku miała torbę z zakupami, widać gołym okiem, że ciężką, bo cała postać pochylona była właśnie na stronę co owa torba. Kobieta w pierwszej chwili ich nie zauważyła, a oni też się nie odzywali, bo cała sytuacja w jakiej się znajdowali sprawiła, że czuli się trochę zakłopotani. Nie trwało to wiecznie, pani z zakupami w końcu ich też zobaczyła. Z jej zachowania można było wywnioskować, że nie spodziewała się nikogo na swoim podwórzu zobaczyć. Trochę ją zamurowało, ale zaraz rzekła mocnym głosem:
– Co państwo tutaj robią?! Nie przyjmuję żadnych akwizytorów, proszę wyjść – i pokazała ręką na furtkę.
Anię i Michała zatkało w pierwszym momencie i nie wiedzieli co mają powiedzieć.
– Proszę wyjść, co tak stoicie?!
– Aaaalee… – Ania wydukała.
– Słucham, o co chodzi?!
– Aaaaleeeee… – Ania dalej nie mogła nic więcej powiedzieć.
Widać było, że pani z zakupami, coraz bardziej się niecierpliwiła. Michał to zauważył i przejął szybko inicjatywę, bo nie zanosiło się na miłe rozstrzygnięcie.
– Pani Monika Jasionka? – zapytał.
– Taaak…
– Bo wie pani, ta dziewczyna obok mnie to pani córka Ania, Ania Jasionka…
Michałowi nie było dane dokończyć. Ania jak z procy wyrwała mu się spod ramienia i w jednej chwili doskoczyła do stojącej przed nimi kobiety.
– Mamoooo… – tak szybko objęła ją całą rękoma, że kobieta chcąc nie chcąc musiała stać w miejscu.
Gdy minął pierwszy szok pani Monika powiedziała:
– Chodźcie do domu, tylko szybko, bo nie chcę robić scen przed sąsiadami. Szybko, szybko. Zaraz Grzelakowa zobaczy i zacznie nie wiadomo co gadać. Już, już. No dziewczyno puśćże mnie już bo nie mogę się ruszyć – pani z zakupami zmieniła trochę ton swojego głosu, że nie brzmiał już tak surowo, ale dało się wyczuć w nim trochę niepewności i zdziwienie.