– Chodź Michał, zaraz pokażę ci te listy, o których tyle wcześniej mówiłam. Tato mówił, że mam znaleźć mamę oraz że odpowiedź znajdę w listach. Ale ja czytam listy, czytam i nic nie mogę wymyślić. Może ty mi coś poradzisz.
– Dobra, w porządku, spróbuję ci pomóc, ale mam pytanie…
– O co chodzi?
– No czy nie będzie ci przeszkadzało, że poznam wiele prywatnych spraw Twojej rodziny, przecież jak mówiłaś mi wcześniej, to nie mój interes itp.
– Wiesz co jak nie chcesz pomagać to nie pomagaj!
– No ale…
– Chcesz pomóc, czy nie?!
– No chcę.
– To przestań już gadać, tylko zabierz się do szukania rozwiązania.
– Okeyyyy – powiedział Michał celowo przeciągając ostatnią literę.
– Chodź wszystko jest w biurku w gabinecie taty.
– Ideeeę
Przeszli oboje przez dosyć szeroki korytarz. Na ścianach zamontowana była dębowa boazeria, prawdopodobnie z olejowanych desek, gdyż miały ciekawą fakturę w dotyku i mocny koloryt. Praktycznie boazeria była jedynym wystrojem przedpokoju, nie licząc jeszcze obrazu średnich wymiarów przedstawiającego drzewa w różnych kolorach jesieni. Michała zaciekawił ten malunek:
– Co to za pejzaż? – zapytał.
– A taki tam, wisi tutaj odkąd pamiętam. Co cię tak to interesuje?
– A ta technika…, kiedyś trochę się malarstwem zajmowałem i jeszcze z takim sposobem malowania się nie spotkałem, jakby kolorowym węglem, ale nie kredą, niby delikatne, a jednak mocne i żywe kolory…
– Michaaaaaaaaaaaał
– Co?
– Chodź, co innego mieliśmy robić, kiedy indziej sobie pooglądasz.
– Dobra, dobra, już idę.
Za chwilę oboje byli już w gabinecie ojca Ani. Michał spodziewał się jakichś nadzwyczajności, a tutaj nic. Cały dom zachwycał stolarką i był urządzony w dobrym guście, a tutaj biurko raczej prostych kształtów, bez żadnych frezowań i zdobień, obok komoda, też zwyczajna, krzesło, okno, dwie zasłonki i tyle, nic poza tym.
– Ale tu pusto i tak jakoś smutno – powiedział.
– No tak jakoś, tata nigdy nie chciał mieć tu nic więcej. O ile pamięć mnie nie myli, zawsze tutaj tak było.
– Dziwnie, dobra pokaż te listy.
Ania otworzyła szufladkę w biurku kluczykiem, który wyjęła ze swojej torebki i podała listy Michałowi. Był ich spory pęczek.
– Wszystkie poukładałam już wg chronologii, więc siadaj i czytaj, a ja pójdę zrobię ci coś do picia. Może być herbata? – i nie czekając na odpowiedź dodała – musi, nic innego nie mam.
– Dobrze, dobrze, cokolwiek, byle zmoczyć gardło. Widzę, że trochę to potrwa, nie spodziewałem się, aż tylu listów.
– Ja idę. Działaj.
– Okey.
Michał zabrał się do oglądania listów. Wszystkie zostały napisane na ładnym, beżowym, trochę grubszym, ale za razem miękkim w dotyku papierze. Kształt pisma typowo męski, ostre litery, a także proste i kształtne, widać, że ktoś się do nich przyłożył. Pisane czarnym atramentem, były wyraźne i bardzo czytelne.
– Oj czeka mnie długa przeprawa – pomyślał – całe szczęście, że czytanie ich nie powinno być męczące, kurcze, mi chyba by się tak estetycznie i w ogóle pisać nie chciało, ale w sumie kto wie… do kogo i dlaczego – uśmiechnął się pod nosem.
Michał zastanawiał się od czego zacząć, od początku, czy końca, a może niekonwencjonalnie od środka. W sumie ułożone są chronologicznie, to może tak zostawić – myślał. Postanowił najpierw wszystkie pobieżnie przejrzeć, ale nie znalazł nic ciekawego, żadnego tajemnego kodu. Przekładał kartki, składał ze sobą pierwsze litery wyrazów, próbował różnych sztuczek, jakie zdarzyło mu się poznać w książkach szpiegowskich, ale nic nie znalazł.
– Cóż – powiedział sam do siebie – widocznie tato Ani nic nie kodował w listach. W sumie, nie dziwię się, po co miałby to robić, jakby nie miał innych zmartwień… Nic to, spróbuję parę przeczytać, może na coś wpadnę.
Młody mężczyzna wziął do ręki pierwszy list, jaki chronologicznie wypadł. Podobny był do wszystkich, tylko miał trochę bardziej zżółknięty papier. O dziwo tusz zachowywał pierwotną barwę, mimo, że upłynęło od jego powstania prawie dwadzieścia lat (siedemnaście z hakiem).
| Kosowo, dn. 17 września 1998Droga żono,ciężko mi cokolwiek napisać, bo nie wiem, czego oczekujesz. Chciałem Cię przeprosić za moje zachowanie. Nie wiem, czy przyjmiesz moje przeprosiny, nie wiem nawet, czy zechcesz przeczytać ten list, ale to nie szkodzi i tak Przepraszam. Cóż więcej mogę powiedzieć, proszę abyś wróciła.Jutro jadę po naszą córeczkę do mamy. Nie mam pojęcia co mam im powiedzieć. Jeszcze mamę przeboleję, ale co z Anią? Była mama, nie ma mamy… Może niedługo wrócisz, postaram się jakoś to wytłumaczyć, aby nic nie wyszło nas jaw. Ale jeśli nie wrócisz…? Nie wiem, ciężko będzie. Córka potrzebuje matki, ja sam jej dobrze nie wychowam, choć będę się starał.Jeśli jestem, aż taką przeszkodą w Twoim powrocie, to chciałbym, abyś chociaż czasem ją odwiedzała. Mogę to tak zorganizować, że mnie nawet nie zobaczysz. Proszę, daj jakiś znak, co zdecydujesz.Załączam w kopercie zasuszoną różę, z bukietu, który chciałem Ci wręczyć, tego samego dnia, w którym zniknęłaś. Bukiet powoli zaczął więdnąć, więc zerwałem kwiaty i wysuszyłem. Wiem, że to Twoje ulubione. Może to chociaż trochę poprawi Ci nastrój.Czekam i zawsze będę czekał…Twój mąż |
-Ech co to się, stało między nimi. I nie wróciła, ale czemu. Czemu matka zostawiła własne dziecko. Zwykle jest na odwrót, a tutaj… I tak się nie dowiem. Nic. Nic w tym liście nie znalazłem, co mogło by naprowadzić na trop. Cóż trzeba szukać dalej… – powiedział Michał sam do siebie i odłożył list na biurko.