Wolność

Cóż to jest wolność? To takie oczywiste. Każdy człowiek potrafi podać jakąś definicję wolności, np.: „wolność to taki stan, gdzie nie jesteśmy pozbawieni niezależności, kiedy możemy decydować o sobie bez przeszkód”. Łatwo tutaj o rozróżnienie wolności od niewoli, na zasadzie podawanego od wieków przykładu, czyli niewolnika. Słownik Języka Polskiego PWN podaje cztery definicje wolności:1. «niezależność jednego państwa od innych państw w sprawach wewnętrznych i stosunkach zewnętrznych»2. «możliwość podejmowania decyzji zgodnie z własną wolą»3. «życie poza więzieniem, zamknięciem»4. «prawa obywateli wyznaczone przez dobro powszechne, interes narodowy i porządek prawny».Praktycznie każdy, kto przeczyta te cztery punkty, w zupełności się z nimi zgadza. Ja też się do tych osób zaliczam. Definicje proste i właściwe, jednak życie nie jest takie łatwe, żeby można było pozostać na takich krótkich sformułowaniach, które są zbyt ogólne, aby mogły służyć dobru i rozwojowi człowieka. Skupię się teraz na punkcie 2 i 3, a punkty 1 i 4 może jeszcze kiedyś poruszę, ale do rzeczy…Mówiąc o możliwości podejmowania decyzji zgodnie z własną wolą oraz o życiu poza więzieniem, zamknięciem, potraktuję te dwa zagadnienia jakby tożsame. A dlaczego? Ponieważ, każdy kto jest pozbawiony możliwości decydowania zgodnego z własną wolą, żyje tak jakby w pewnego rodzaju więzieniu, więzieniu stworzonym przez siebie albo przez drugiego człowieka, więzieniu praktycznie z poziomu własnego ja trudnym do zauważenia. Ludzie szybko przyzwyczajają się do siebie albo do jakichś poglądów, które ktoś im powie, a które im pasują, więc nie poświęcają zbytnio uwagi na analizę, tylko przyjmują słowo niejednokrotnie bez jakiejkolwiek krytyki. Dalej zaś, każde inne słowo, które mówi inaczej, poddają wszelkiej możliwej krytyce, zapominając o tym, że człowiek całe życie się uczy i czasem ktoś inny może mieć mniej lub więcej racji.

A zatem, myślę, że wolność podlegająca definicji 2 i 3 to możliwość narzucenia sobie ograniczeń. Ta właśnie możliwość wyzwala nas od zniewolenia, będącego fałszywą wolnością. Od zniewolenia nieograniczeniem. Gdy władzę przejmuje nad nami nieograniczenie, wtedy to już nie mamy żadnej kontroli nad sobą, nad własnym ciałem i umysłem. Ponad naszą wolę wychodzą wszystkie żądze i pragnienia, które chcą zaspokojenia. Stajemy się marionetkami, sterowanymi przez popędy, które są nienasycone i żądają coraz to więcej, zaczynają mieć nad nami władzę jak narkotyk. Myślimy, że wtedy jesteśmy całkowicie wolnymi jeśli sobie na wszystko pozwolimy, puścimy się w wir, w „błogostan” nieodpowiedzialności, gdzie wszystko wolno i nie ma żadnych konsekwencji. Czy aby na pewno? Czy tylko się nam tak wydaje? Tak naprawdę stajemy się zniewoleni, bo tak naprawdę nie mamy nad niczym kontroli i co gorsza nie zadajemy sobie z tego sprawy. Oczy otwierają się dopiero, kiedy próbujemy wyjść z takiego stanu, czujemy, że nie mamy w ogóle siły do tego, nie jesteśmy w stanie.( -No przecież ja w każdym momencie mogę z tym zerwać! – Tak? No to spróbuj, spróbuj teraz. -I co możesz, czy Ci się tak tylko zdawało?? -Ech, kogo ja oszukuję. przecież dobrze wiem, że to ponad moje siły.) No i gdzie tu w takim wypadku wolność?!

Wolność to zaś możliwość decydowania. Żądze i pragnienia, wymuszają na nas ich zaspokojenia, zmuszają do działania, często wbrew sobie, wbrew wszelkim zasadom, czy to wbrew wierze, czy normom moralnym. Człowiek opanowany przez żądze, ciągle szuka sposobu, aby oszukać siebie i innych, żeby usprawiedliwić swoje zachowanie, żeby wybielić i pokazać je w jak najlepszym świetle. Często wmawia sobie i innym, że jest ono najwłaściwsze i najlepsze, bo albo zagłuszył w sobie wyrzuty sumienia, albo nie może ich znieść i szuka sposobu na to aby je oszukać.

Tłumaczy właśnie wolnością swoje postępowanie. No przecież jestem wolny i nikt nie będzie mi mówił co mam robić! Hmmm. czy tym samym nie popada w niewolę „ułudy własnej wolności”?

Wolność to możliwość powiedzenia NIE i dobrowolnego zrezygnowania z zaspokojenia chwilowych zachcianek, które sprzeciwiają się tak naprawdę prawdziwej miłości. Dlaczego tak wielu ludzi nadużywa tego słowa… Miłość znaczy jedno i nigdy nie będzie znaczyła tego, co człowiek chciałby nazwać miłością, a miłością nie jest. Wolność tak samo jak i miłość w swoim określeniu zawiera często wiele słów, wiele gestów, lecz znaczenie pozostaje zawsze takie samo.

W dzisiejszym świecie człowiekowi próbuje się wmówić, że jest niewolnikiem norm obyczajowych, moralnych, niewolnikiem „czarnych” (księży), niewolnikiem wiary, niewolnikiem prawa itd. I że powinien się wyrwać z tej niewoli za wszelką cenę, bo jak tak można słuchać się kogokolwiek, człowiek nowoczesny nikogo się słuchał przecież nie będzie, on jest wolny, on jest panem i władcą wszystkiego!

I właśnie człowiek, który zaczyna w ten sposób myśleć, dał się złapać w pułapkę, ktoś mu zabrał wolność, jasność myślenia. Zaczyna reagować na słowo wolność jak „pies na kiełbasę”. Wystarczy dać mu to słowo, a zrobi wszystko co się mu rozkaże, byle tylko dostać tą wolność, co na zewnątrz ładnie pachnie, ale w środku jest pusta lub wypchana tandetą.

Człowiek jest wolny wtedy, gdy potrafi dysponować swoją wolnością.

Potrafi powiedzieć nie i dobrowolnie z czegoś zrezygnować. Gdyż wie, że to co w pierwszej chwili mu przyjdzie do głowy, co nagle wyda mu się potrzebne, wcale takie być nie musi, może być często po zastanowieniu złe i w ogóle nie potrzebne.

Człowiek wolny zdaje sobie sprawę, że wolność to odpowiedzialność za swoje czyny, to podejmowanie decyzji z pełną świadomością ich konsekwencji i gotowość odpowiedzieć za nie, za te właściwe i te, które może nie były udane.

Wolność to też możliwość własnego rozwoju, podjęcia nauki. Czasem trzeba poddać się komuś, kto jest od nas mądrzejszy, abyśmy mogli nabywać od tej osoby wiedzy. Mówiąc, że ja swoje wiem i nic mi więcej nie potrzeba do szczęścia, sam siebie oszukuję. Wielu rzeczy nie wiem, wielu nigdy się nie dowiem, a jeszcze inne odkryję, jak od nich dostanę „po tyłku”. Życie uczy, to prawda. „Polak mądry po szkodzie”, też prawda. Ale dlaczego nie uczyć się na błędach innych? Sam popełnię błędy, doświadczę ich i zmądrzeję, będę 70-80 lat miał i nikt nie zechce mnie słuchać, bo co ja mogę wiedzieć, stary jestem i wszystko to już przeszłość, nie jestem na czasie. Posłuchają mnie dopiero jak sami doświadczą tych samych błędów, jak będą mieli 70-80 lat, a niektórzy może tego nie dożyją…

Czemu nie słuchamy innych, którzy niejedno przeszli, a słuchamy tych co nic do przekazania nie mają lub chcą abyśmy nigdy nie zaczęli myśleć. Czy aby przypadkiem nie brak nam wolności, skąd ta pycha, próżność, zawiść, czy przypisywanie złych intencji, tym co chcą dla nas dobrze. Bo stawiają oni wymagania? Chcą abyśmy myśleli, żebyśmy tak łatwo nie stawali się neo-niewolnikami. Wymagania są miarą rozwoju.

?

Ciekawe doświadczenie niedawno przedstawione było w TV ( czasem i tutaj trafi się coś sensownego  ). O co chodziło. Przedstawione były dwie sikorki, jedna wychowana w trudnych warunkach mrozu i skał, druga wychowana w warunkach, przekładając je na język homo urbanus, dobrobytu i luksusu. Postawiono obie z dwóch stron dwóch rzędów słoików z robakami, przykrytych szkiełkami, tak że widać było ich zawartość, ale nie można się było tak łatwo do nich dostać. Co się okazało?

Sikorka wychowana w trudnych warunkach (stawiających wymagania) od razu poradziła sobie z zadaniem. Stawała na szkiełku, które nieco się odchylało i wtedy wydziobywała z płytkiego słoika robaka i w mig uporała się ze wszystkimi robakami w swoim rzędzie. Sikorka wychowana w dobrobycie (który nie stawia praktycznie żadnych wymagań), stała nad tymi słoikami i zrozpaczona przyglądała się tylko tym pięknym tłustym robakom. Za nic nie była w stanie wykonać tego, ani nawet wpaść na to, co wymyśliła jej koleżanka.

Ten przykład bardzo dobrze można przenieść na nasze realia. Człowiek, który się nie rozwija, ulega degradacji. Przestaje myśleć i zamyka się w więzieniu własnej „przyjemności”, lenistwa, wygodnictwa. Zdawać by się mogło, że ma wszystko, a nie ma nic. Obok stoją piękne rzeczy, a on nie wie jak je zdobyć. Patrzy się, przygląda, a potem zapomina i tłumaczy sobie albo że to jest za trudne, albo że wcale nie jest takie piękne, albo że ktoś go oszukał, a on wie lepiej. Przychodzi ktoś potem, kto mu da jeść z ręki, ten jest jego panem. Ten kto, go „żywi”, jemu służy. A często jest tak, że pod pozorem łatwej zdobyczy podaje mu tylko truciznę w małych dawkach, aby nie wiadomo kiedy, zniszczyć tą osobę, jej życie i życie jej bliskich. Duża dawka zabija szybko i tylko samobójca po nią chce sięgać. Mała zaś powoli, niezauważalnie, komu brak wolności, ten szybko zacznie ją spożywać. A co potem, wie każdy.

///czytając moją wypowiedź pewnie zaraz ktoś mi powie, że ma wydźwięk negatywny, że straszy, że odbiera przyjemność, że stawia na sztywniactwo albo na frajerstwo. Nic z tych rzeczy. W gruncie rzeczy ma wydźwięk pozytywny, bo daje nadzieję na lepsze i mądrzejsze życie. Nikt nikomu nie zabiera tego co piękne i tego co nieraz przyjemne, po prostu chce dać  jeszcze więcej piękna i dobra, które nie zatruwa a daje życie. Mówiłem, też o nauce od innych, to prawda, trzeba się uczyć, ale też trzeba wybierać dobrych i mądrych nauczycieli, aby od nich można było nabrać wiele wiedzy i mądrości. Najlepszym nauczycielem zaś jest Bóg, On jest Tym najbardziej doświadczonym i Tym który posiada najwięcej wiedzy.

Nie każę Wam przyjmować tego co mówię, co jest wynikiem moich przemyśleń, ale proszę o własne przemyślenia i wyciąganie wniosków. „Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie” {1 Tes 5,21}

?

pozdrawiam wszystkich czytających 

Opublikowany w Blog

Dodaj komentarz