Niby idziesz sam,
A zdaje ci się, że ktoś obok.
Nie prawda, nie ma nikogo,
Odwracasz się i pusta droga,
Patrzysz w górę, nic nawet ptaka pod chmurą,
I na boki spoglądasz, pusto tylko lasu ściany,
A może przed tobą? – tylko szara kropka w oddali.
Zaglądasz w przeszłość,
Zawsze sam i znikąd pomocy,
Wszystko, co masz to twoja zasługa.
Czy aby na pewno?!
No tak.
Kiedy było ciężko, nikt nie spytał czy pomóc,
Tylko śmiali się, tak. śmiali szyderczo.
Gdy prosiłem i tak nie dotrzymali słowa,
A jednak nie skreśliłem żadnego człowieka.
To może silny jesteś, tak silny jak nikt w około.
Może…
Nie, nie jestem!
Gdy sam stoję, czuję niepewność i nie mam siły, i strach, że znowu to samo.
A może jednak, ktoś jest przy tobie?
Nie, nie ma, ja nic nie widzę.
A zaraz, chwila. Coś już dostrzegam.
Tam obok, tuż koło drzewa. o tam
O. popatrz, krzyż stoi, a z krzyża patrzy i się uśmiecha,
Chrystus Pan – choć na twarzy tyle bólu i cierpienia,
Uśmiecha się i woła:
„Chodź mój synu, chodź bliżej, chodź przypatrz się,
Zobacz. Już widzisz?
Ja to przy tobie byłem w każdej tej chwili,
Co ją pamiętasz, że cię krzywdzili.
I pierwej byłem uderzony, zanim ciebie.
Chodź mój synu, ja ciebie kocham i zawsze będę przy tobie
I wezmę to wszystko, co ciebie przygniata,
Wezmę i poniosę aż na kraniec świata.”