– Słucham – powiedziała pani Monika – O co chodzi z tym całym zamieszaniem pod drzwiami mojego domu?
Mama Ani już od wielu lat zachowywała się podobnie. Nie chciała pokazywać po sobie żadnych uczuć. Mimo, że serce w niej zaczęło łomotać, walić i wyrywać się na wszelkie sposoby, pełne niepokoju, radości, smutku, szczęścia, niepewności i wszelkich sprzeczności, nie mogła przecież pozwolić, aby ktokolwiek to zobaczył. Była ponad to. Tyle lat sobie radziła, że w końcu wydawało się jej, że już nic nie pamięta, że wszystko należy przyjmować chłodno i w pełni racjonalnie. Jej dewizą życiową było to, że nazywała się „realistką”, to znaczy osobą, która niczego dobrego od życia spodziewać się nie może, bo takich rzeczy po prostu nie ma. Zatem zapytała w pełni chłodnym i spokojnym głosem, a Ania znowu nie wiedziała co ma powiedzieć, spodziewała się zupełnie czego innego. Wyobrażała sobie je obie w objęciach, szlochające i mówiące sobie wszystko, aby zapełnić tą pustkę, która narosła przez wszystkie lata rozłąki. Inicjatywę znowu przejął Michał. Całe szczęście, że był obok, Ania jak nie wtedy, to pewnie teraz uciekłaby nie wypowiadając ani słowa. On mężczyzna, polegający w głównej mierze na faktach, a nie chwilowych uczuciach, pasował idealnie do rozmowy z „chłodną” panią.
– A zatem – chwilę odetchnął i mówił dalej – a zatem, ta dziewczyna siedząca obok mnie, a właściwie Ania Jasionka, według wszelkich dostępnych nam źródeł, jest pani córką. Jeśli się mylimy, zaraz sobie pójdziemy i przepraszamy za całe zamieszanie. Choć mamy nadzieję uzyskać inną odpowiedź – słowa wydawały się szorstkie, ale Michał umiał wypowiadać je z lekkością i miłym tonem, że nie spowodowały, niczego co mogłoby sprawić, że rozmówczyni okaże się urażona.
Monika zastanawiała się co ma powiedzieć. Ciężko jej było zaprzeczyć, zwłaszcza, że od dłuższej chwili przypatrywała się młodej dziewczynie i coś jej się w sercu zmieniało. Wszytko zaczęło jej się przypominać, cała młodość, potem późniejsze lata, czuła też, że dłużej nie wytrzyma, ale nie mogła pozwolić na to aby się rozkleiła. O nie – a zwłaszcza przy mężczyźnie – nigdy w życiu. Poprosiła zatem Michała:
– A czy mogę prosić o rozmowę sam na sam z pana towarzyszką? Czy to nie sprawi panu ujmy?
– Ależ proszę, w końcu, to nie moja rzecz, być przy tej rozmowie. Zatem już wychodzę i będę czekał w samochodzie – powiedział Michał.
Kiedy wstawał, dotknął jeszcze delikatnie dłoni Ani, lekko przesuwając kciukiem po jej palcach i nachylając się, rzekł ciepło do jej ucha:
– Trzymaj się, będę czekał, powodzenia – i powoli wyszedł z domu do samochodu, stojącego nieopodal.
Kobiety zostały same. Obie nie kwapiły się do rozmowy. Mama Ani, nie mogąc dłużej dusić w sobie przeszłości i rodzących się z niej wspomnień i bólu, nie chciała wydobyć z siebie ani słowa, aby nie zacząć płakać. Choć łzy domagały się ujścia natychmiastowo, tyle ich się przez niemal dwadzieścia lat nazbierało. Ania zaś nie wiedziała co ma mówić, aby nie być odrzuconą i aby nie stracić po raz kolejny swojej mamy. Obie jednak wiedziały już bez słów, że każda z nich „to ona”.
Siedziały tak dłuższą chwilkę, patrząc się na siebie nawzajem. W końcu Monika, postanowiła jakoś przełamać się i powiedziała:
– Witaj Aniu, tak dawno się nie widziałyśmy…
– Mamooo… – i nie mówiąc nic więcej Ania podbiegła do fotela mamy i stając z tyłu, objęła ramionami głowę siedzącej na nim kobiety i przytuliła swoją głowę do jej głowy.
Obie z nich nie mówiły już nic więcej. Każda chciała się nacieszyć tą chwilą, pełną ciepła i przedziwnego szczęścia. Tak im było dobrze razem. Zamknęły oczy i nie wyobrażając sobie nic, rozkoszowały się przenikającym ich na wskroś dawno zapomnianym uczuciem.
Jak każda chwila, tak i ta nie mogła trwać wiecznie. Trzeba było w końcu podjąć dojrzałą rozmowę… Inicjatywa wyszła od Moniki. Powiedziała ona do Ani aby usiadła, bo chce z nią porozmawiać. Ania bez wahania posłuchała się mamy i czekała na to co od niej usłyszy.
– Wiesz Aniu, co ja myślałam, że nie będzie już problemów. A były. Udawałam, że ich nie ma. Innym chciałam zapewnić życie bez problemów, jednocześnie sama niszczyłam siebie. Nie szukałam wsparcia, bo chciałam być taka mocna, najlepsza, wyzbyta z tego wszystkiego, co kiedyś było trudne, bolesne. Chciałam, aby było idealnie, chciałam być niczym pancerny Chrystus niosący cały świat na swoich barkach. Udawałam, że jestem taka silna, że nic mnie nie złamie, a tu przyszedł jeden problem, ot głupstwo, jak teraz na to patrzę i cały mój idealny świat runął, a ja razem z nim. Nic nie mogło mi pomóc, musiałam odejść i tak nikt by mnie nie zrozumiał.
– A tata?
– On? A co on by mi pomógł. Głowa wiecznie w chmurach. Człowiek żyjący w swoim nierealnym świecie. Myślący tylko o sobie, tylko o swoich uczuciach. Wiesz, nie umiał powiedzieć choćby jednego zdania, nie zaczynając go od ja. Ciągle tylko ja, ja, ja. Aż głowa pękała. A ja? Nie zapytał się nigdy, co ja czuję, czy mi czegoś nie potrzeba, a potem to już nawet tego nie chciałam. Po co ktokolwiek ma znać moje wnętrze. Tobie Aniu to mówię, bo jesteś moją córką i choć tyle jestem ci winna za te wszystkie lata.
– Mamo, a czemu nie wzięłaś mnie ze sobą, czemu nie dałaś, choć znaku życia?
– Wiesz, to była trudna decyzja, ale nie miałabyś ze mną życia. Ojciec przynajmniej mógł ci zapewnić jakieś warunki, a ja co? Ubrania z lumpeksu, zupę z kartoflami? Później chciałam się z tobą spotkać, byłam w twojej szkole, na przerwie na placu zabaw zaczepiłam cię. Ty mnie nie poznałaś, a kiedy zapytałam się o twoją mamę, powiedziałaś, że nie żyję. Dałam sobie spokój, nie chciałam niszczyć twojego poukładanego życia.
– Z trudem, mamo, ale staram się trochę ciebie zrozumieć. Ja tak naprawdę nic o tobie, mamo, nie wiem. Kiedyś ojca pytałam, on tylko wzruszył ramionami i powiedział „innym razem, nie mam ochoty” i tak zawsze. A później to już nie pytałam. Może mi coś o sobie opowiesz?
– Ale co takiego?
– No, może, co lubisz najbardziej robić, o może opowiesz mi coś o moich dziadkach, a twoich rodzicach?
– Wiesz Aniu, a co tu jest opowiadać? Życie marne, niczego nie warte i zawsze, co bym nie robiła to wiecznie wiatr w oczy i ciągle pod górkę.
– No, ale może cokolwiek mi powiesz?
– Może nie dzisiaj?! – powiedziała Monika już lekko podniesionym głosem. Jestem już zmęczona. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.