Mój tato: Rozdział 7 „Drugi list”

Gdy Michał skończył czytać pierwszy z listów, przyszła Ania do pokoju z herbatą.

– I jak tam Ci idzie – zapytała miłym tonem.

– A powoli, nie spodziewałem się, że tyle tego będzie. Myślałem góra dwa, trzy, no maks 10, a tutaj jest ich ze trzydzieści albo i więcej.

– No wiesz w sumie to sporo lat było… Michał, przepraszam, że tak się uniosłam zaraz na wstępie jak tutaj przyszliśmy. Po prostu zabolało mnie to, że powiedziałeś mi prawdę. W sumie wiele razy ze złością odpowiadałam na każde twoje pytanie o moją rodzinę itp. Wiem, nieprzyjemnie musiało być jak krzyczałam, że to nie twój interes. Wiem, że zawsze chciałeś dla mnie dobrze, a ja jestem podła…

– Wiesz Aniu, nie jest aż tak źle. Czasem faktycznie było niemiło, ale ważne, że widzisz swoje błędy. Przeprosiny przyjęte i nie ma co już do tego wracać, jest to co tu i teraz – Michał uśmiechnął się czule.

– Ja i tak jestem podła… – Ania nie dawała za wygraną.

– No nie przesadzaj, mówię, że nie jest aż tak źle…

– Ale ja nie mówię tylko o tym. I że tata, i że mama, i że w ogóle…
– Dziewczyno, bo cię uduszę – zerwał się Michał z fotela, w mgnieniu oka dopadł do Ani, złapał ją wpół i w jednej chwili siedzieli już obok siebie.

– Nie mów już nic, dobrze? Ciiichoo – i przytulił ją mocno.

Wolną ręką wziął przy okazji kolejny z listów i zaczął go czytać. Ania nic nie mówiła, tylko zamknęła oczy, było jej tak dobrze. Dokąd sięga pamięcią, nigdy takiego uczucia nie doświadczyła. Przedziwny spokój i bezpieczeństwo. Jak dziecko wtulone w czułe ramiona ojca. Z prawego oka uleciała jej gruba łza. Łza zarówno bólu, jak i szczęścia.

Kosowo, dn. 10 stycznia 1999Droga żono,chciałem Ci życzyć wszystkiego co najlepsze z okazji minionych Świąt i rozpoczynającego się Nowego Roku.Poprzedni list do mnie niedawno wrócił, a właściwie pewnie długo leżał w skrzynce. Byliśmy z Anią u mamy na Święta. Co za pełne życia dziecko. Ciągle wszystkich rozbawiała, bez przerwy wszędzie jej było pełno. Wspaniałe dziecko. Tylko Ciebie brak. Ania nie raz mówiła: „opowiem wszystko mamie, jak wróci” albo „szkoda, że mamy nie ma z nami, nie mogę się doczekać kiedy będzie z powrotem”. I co wtedy powiedzieć…Mama długo nie dała się zwodzić i w końcu musiałem jej wszystko wyjaśnić. Postanowiliśmy, że jeśli dłużej to potrwa, to trzeba będzie Ani coś powiedzieć, tylko co… sam nie wiem.Mam szczerą nadzieję, że chociaż ten list otworzysz, a nie odeślesz jak poprzedni. Proszę. Daj znać, bo ja nie wiem co mam robić.Załączam w kopercie tak jak poprzednio zasuszoną różę, z bukietu, który chciałem Ci wręczyć, tego samego dnia, w którym zniknęłaś.
Czekam, proszę odezwij się…
Twój mąż

– Aniu, mam pytanie – powiedział cicho Michał.

– Co tam? – odrzekła Ania.

– Czytałaś te wszystkie listy?

– Tak, a co?

– Tak sobie myślę, że może one nigdy nie doszły. Skąd wiadomo, że były dobrze zaadresowane.

– Wiesz – powiedziała Ania z zastanowieniem – tato pisał w jednym z listów, że widział mamę pod domem, tylko nie chciał podchodzić, aby nic na niej nie wymuszać, czy coś takiego.

– Ahaa, to w takim wypadku trzeba po prostu znaleźć ten adres. Nie było wśród tych listów żadnej koperty?

– Tato chyba wszystkie wyrzucił, a zostawił tylko same odesłane listy i parę zasuszonych róż.

– Jesteś pewna, że wszystkie? A może jakaś została? Ja bym poszukał jeszcze raz, bo inaczej to chyba nigdy nie dowiemy się, gdzie mieszka twoja mama.

– Raczej wszystkie, w szufladzie były tylko te listy, wszystkie związane wstążką i te czerwone różyczki. Nic poza tym, ale możesz zajrzeć, może coś przeoczyłam.

Michał wstał i podszedł do biurka. Szuflada z łatwością się wysunęła po lekkim pociągnięciu za uchwyt. Faktycznie była pusta. Jednak Michałowi, kiedy ją zamykał, wydawało się, że nie jest aż tak lekka jak powinna być. Otworzył ją jeszcze raz, ale nic nie zobaczył. Postanowił ją wyjąć. Kiedy miał ją już w rękach, obejrzał ją z każdej strony, ale nic ciekawego nie zobaczył. Kiedy miał wkładać ją z powrotem, potknął się o stojące obok krzesło i szuflada z hukiem wyleciała mu z rąk na podłogę. Anię wybudziło to z zamyślenia i z niepokojem zawołała:

– Co się stało?!

– Nic, nic, potknąłem się i szuflada wypadła mi z rąk. Zaraz ją włożę z powrotem do biurka.

– Dobrze, dobrze, uważaj tam trochę, a sobie nic nie zrobiłeś?

– Nic, nic… Aniuu… Eureka, jeeeest!!!! – zawołał Michał.

Dodaj komentarz