Eryk był dobrym uczniem a można nawet powiedzieć, że jednym z najlepszych. Cechował go niezwykły upór w dążeniu do wyznaczonego przez siebie celu. Cel tak naprawdę był jeden: stać się pierwszym, tym najbardziej wyjątkowym. Nawet nie chodziło o to, aby odbierać zaszczyty, czy móc się przed innymi chwalić swoją wiedzą. Chciał być po prostu zadowolony z samego siebie, potrzebował satysfakcji. Każdy zaś postęp jaki czynił w nauce bardzo go cieszył.
Nauczyciele podziwiali Eryka, szybko stał się ich ulubieńcem. On zbytnio nie przykładał do tego wagi, dzięki temu nigdy nie spoczął na laurach, jak wielu jemu podobnych uczniów, którzy szybko stracili w ten sposób cały swój potencjał. Liczne pochlebstwa tylko Eryka dopingowały, aby pracować jeszcze wytrwalej. Pracował zatem z całych sił.
Ta historia zaczyna się właśnie w jednym z wielu takich momentów. Eryś – jak mówiła nań jego mama – siedział pochłonięty kolejną interesującą go książką, gdy nagle z zadumy wyrwało go głośne wołanie matki.
– Erysiu! Erysiu! proszę otwórz wreszcie te drzwi! Ktoś dzwoni i dzwoni, a ja mam całe ręce w cieście.
Eryk lekko się ociągając, włożył zakładkę do książki i zbiegł szybko na dół. Dopiero teraz zauważył, że dzwonienie było naprawdę głośne i uporczywe.
– Już idę! – zawołał – i nastała prawie całkowita cisza, słychać było tylko pochrząkiwanie dobywające się zza drzwi.
Eryk przekręcił zamek i nacisnął na klamkę.
– No wreszcie – dobiegło z drugiej strony – myślałem, że się nie doczekam.
Za chwilę też oczom zdziwionego Erysia ukazała się wysoka postać około 50-letniego pana w czarnym wytwornym płaszczu i eleganckim kapeluszu na głowie. Miał on spiczaste wąsy i czarne krótko-ostrzyżone włosy z licznymi przebłyskami siwizny. Widać było, że jest już mocno zniecierpliwiony i zdenerwowany. Powiedział więc szybko, a właściwie wystrzelił słowami jak karabin maszynowy:
– Czy jest tutaj, w tym domu, jakaś starsza od ciebie chłopcze osoba?
– Tttak… mmmama… – wyjąkał Eryk
– O jak dobrze – odetchnął z ulgą dziwny pan – weź proszę, oto moja córeczka, zaprowadź ją szybko do twojej mamy i powiedz, żeby się nią zajęła dopóki nie wrócę. A teraz do widzenia, chłopcze – ukłonił się dostojnie, i z przedziwnym uśmiechem dodał – muszę już iść nie mam więcej czasu.
Zaraz też jednym ruchem ręki wepchnął oboje dzieci do domu, zamknął za nimi drzwi i szybkim krokiem odszedł w bliżej nieokreślonym kierunku.
Eryk był w szoku. Stał wpatrzony przed siebie jak cielę w namalowane wrota i przez dłuższą chwilę ani drgnął. Dziewczynka też się nie odzywała, tylko czekała na rozwój sytuacji.
Milczenie to przerwała mama, która zniecierpliwiona zawołała z kuchni:
– Erysiu, kto to był i czego chciał?
Syn jednak nic nie odpowiedział. Zawołała więc kilkakrotnie:
-Erysiu, Erysiu, pytam się coś ciebie!
Nie było żadnego odzewu. Zdenerwowana, umyła ręce brudne od wyrabianego ciasta i skierowała się stanowczym krokiem w stronę wejścia do mieszkania…