Specjalista, rozdział 2: Madzia

– Erysiu, kto to jest? – powiedziała lekko zaniepokojona mama.

– Nnnieee wiem mamoooo – odpowiedział syn ze łzami w oczach.

Obok drzwi stała cały czas drobna dziewczynka. Była lekko skulona, ale nie wyglądała na zaniedbaną, czy bezdomną. Włosy kasztanowe czyste i ładnie upięte, lekka i delikatna różowa sukienka oraz śliczne białe buciki sprawiały, że wyglądała prześlicznie. Cały czas wpatrywała się uważnie swoimi błyszczącymi, dużymi oczętami w chłopca i jego mamę, czekając na rozwój sytuacji.

– Dziecko jak masz na imię? – zapytała pani Niezbecka.

Twarz dziewczynki pojaśniała, uśmiechnęła się delikatnie i z dystyngowanym ukłonem odpowiedziała dźwięcznym i melodyjnym głosem:

– Jestem Madzia proszę Pani.

– Dziecko, gdzie są Twoi rodzice, gdzie mieszkasz i kto cię tutaj zostawił i dlaczego? – zapytała ponownie mama Eryka, gdyż nie przypominała sobie kompletnie, żeby którykolwiek z sąsiadów miał podobne dziecko do Madzi.

– Tata mnie tutaj zostawił, powiedział, że Pani, się mną zaopiekuje dopóki on nie wróci proszę Pani – wypowiedziała zgrabnie dziewczynka.

– Jak to? Jaki tata? Ja o niczym nie wiem? Nikt ze mną tego nie uzgadniał! – krzycząc dodała pani domu.

Uśmiech zniknął z twarzy dziewczynki, a oczy się zaszkliły i zaczęła płakać. Był to niecodzienny i ujmujący widok. Pani Niezbeckiej jednak to nie wzruszyło i dodała szybko:

– Nie becz dziewucho !- i szarpiąc ją za rękę wykrzykiwała – gdzie mieszkasz? Jak się nazywają twoi rodzice? No mówże już i to zaraz!

– Nnieeee wieeeemm…. – wyszlochała Madzia.

– Jak to nie wiesz?! – krzyknęła pani domu – musisz wiedzieć! Mów i to zaraz! – i dodała łagodniejszym głosem – jeśli powiesz, to odprowadzę cię do domu.

– Nnieee wiemmmm…. – płakała dalej.

Pani Niezbecka zrozumiała, że od dziewczynki niczego się nie dowie. Przypomniała sobie, że przecież z tyłu stoi jej własny syn.

– Eryyyku! – powiedziała poważnym głosem – kim był ten człowiek, który przyprowadził tą dziewczynkę? Znasz go?

– Nniee znamm mamooo – odpowiedział przestraszony Eryk.

– Jak to nie znasz?! – krzyknęła mama – Nie znasz człowieka, otworzyłeś mu drzwi i pozwoliłeś zostawić dziecko?! Czy ty w ogóle masz odrobinę rozumu w głowie?!

Eryś z płaczem uciekł na górę, do swojego pokoju, nie zważając na dobiegające z oddali wołania mamy, aby wrócił i wszystko wytłumaczył. Tylko co tu było tłumaczyć, kompletnie nic nie rozumiał. Wizjer tak wysoko, dzwonek dzwonił i dzwonił, mama kazała otworzyć, pan tylko coś powiedział wepchnął ich oboje do domu i zniknął. O co mama ma pretensje? Co ja mogłem zrobić? – żalił się sam do siebie.

Pani Niezbeckiej ręce opadły. Nic się od tych bachorów nie dowiem – pomyślała i już spokojniejszym głosem powiedziała do Madzi:

– Chodź dziecko. Głodna jesteś? – i nie czekając na odpowiedź, wzięła dziewczynkę za rękę i zaprowadziła do kuchni.

Dodaj komentarz